wtorek, 5 sierpnia 2014

Jerzy Jarniewicz o emigracji i o "Pamięci Smieny"

http://www.tekstualia.pl/index.php?DZIAL=teksty&ID=887

Przekład a doświadczenie emigracji. Studium przypadku

"Opisana tu podwójność tożsamości emigranta prowadzić może do jej rozmycia. A tożsamość rozmyta to taka, w której „swojskie” i „obce”, „stare” i „nowe” nie są wzajemnie wykluczającymi się określeniami, ale współistnieją, nachodzą na siebie, zamieniają się miejscami. Granica między „rodzimym” a „obcym” zanika, a oba te określenia tracą jednoznaczność, także jeśli chodzi o język, czyli podstawowe kryterium kulturowej przynależności. Dla emigrantki język kraju osiedlenia może przez długi czas pozostawać obcy, choć będzie się nim posługiwać na co dzień, ale co ważniejsze, jej język ojczysty może powoli zamieniać się w język obcy. O tym traceniu kontaktu z żywym językiem ojczystym, o procesie wyobcowywania się rodzimego języka Grzegorzewska opowiada jako o „szokującym” doświadczeniu:
„Odczuwam ciągły niedosyt języka polskiego. Gdy piszę opowiadania, chciałabym słyszeć żywy język. Dlatego staram się jak najczęściej oglądać polskie media, choć brakuje mi na to czasu. Zauważam bowiem przemiany w języku. Kiedy odwiedził mnie mój młodszy brat, uderzyło mnie, że on już mówi inaczej. ...”7 ."

sobota, 5 lipca 2014

Z dzienników Tomasza Manna

 przeł. Irena i Egon Naganowscy:

Środa, 14 VII, 1920
Problemy z Katią...(wycięty fragment). Mój związany z tym stan nie jest dla mnie zupełnie jasny. O rzeczywistej impotencji chyba nie może tu być mowy, lecz o zwykłym zagmatwaniu i zawodności mojego życia płciowego. Niewątpliwie chodzi tu o słabość podniety z powodu pragnień idących w inną stronę. Jakby to było, gdyby leżał przede mną chłopiec?...

Albert w Brading

Siedzę na ławce przed stacją kolejową w Brading; piszę esemesa. 
- Bardzo przepraszam, że przeszkadzam - odzywa się do mnie starszy Anglik - ale zauważyłem, że masz telefon. Widzisz tego mężczyznę z gazetą po drugiej stronie torów? - Kiwam potakująco głową. - Obserwuję go od jakiegoś kwadransa i doszedłem do wniosku, że coś z nim nie tak. Może to paraliż. Rozumiesz? - Staruszek podnosi się z ławki i kuśtyka w stronę wiaduktu. - Ty dzwoń na pogotowie, a ja do niego pobiegnę!
- Ale proszę pana, niech pan poczeka! Nie powinien pan go ruszać! To jest manekin.
- Słucham?
- To jest Albert, taka woskowa figura.
- Co?
- Też nie wiem dokładnie, o co chodzi, ale kolej na wyspie performance zrobiła. Widzi pan jego zdezelowaną walizkę?
- O Boże, a ja myślałam, że to zapił jeden z tych Polaków.

Plotki o Dostojewskim

Fragmenty tekstu Marka L. Słonima, Tri ljubwi Dostojewskogo, Nowy York, s. 199- 200, po przeczytaniu których pomyślałam: "Ten pier...ny skur...":
Strachow: Podłości pociągały go i przechwalał się nimi. Opowiadał mi Wiskowatow, że chwalił mu się iż ...w łaźni maleńką dziewczynkę, którą wyprowadziła mu guwernantka.
Grigorowicz: Był kiedyś na procesie o zgwałcenie 10-letniego dziecka. Po rozprawie poszedł za dziewczynką - zdziwiony jej dzieciną dorosłością i tym że wraca sama - zwabił ją do siebie cukierkami i odbył z nią..."
Fariesow: zwierzał mi się, że uwiódł guwernantkę i namówił ją do przyprowadzenia uczennicy, którą także...

Urszula Chowaniec review of Smena's Memory

A Woman’s Story without any Else 
1. Starting from someone´s else review….
"Let´s start from the motto of the collection: We either live life or we write it (Luigi Pirandello) and from the review of Wioletta Grzegorzewska´s poetry written by the Polish critic, Karol Maliszewski. He disagreed with Pirandello´s quote in his review (published as the afterword of the collection). The critic insists that these two spheres, the need for narration and for live experience, so to speak, can be and should be allied (“Mediation is more my thing, the art of patient synthesis”, says the critic, adding that – according to him – it is also a crucial element of Grzegorzewska´s “poetic focus”). 
The synthesis and mediation, aurea mediocritas, the golden mean, is always a good move, a safe move: you avoid extremes. But is it a good point to make as far as Grzegorzewska’s poetry is concerned? I would choose to disagree and will outline my reasons for doing so in due course.
I have another problem with Karol Maliszewski´s review – its title: A Womans´ Life and Else (of course, the title itself is also an intertext with the second motto of the book: Motto from Stefan Zweig´s short story – 24 godziny z życia kobiety / 24 hours in the life of a woman). This ”else” is also a safe form of play – just in case, when the life of a woman is not enough, somehow too limited, too hermetic, not enough for poetry that seems to be more universal (or a man´s) thing…. My question is: does Grzegorzewska really needs this “else”?.... here

niedziela, 23 lutego 2014

*

O „przygodach z wolnością” mogę opowiedzieć z perspektywy pokolenia poetów Generacji Nic, ludzi urodzonych w latach siedemdziesiątych lub trochę później. Starsi koledzy mieli swój „BruLion”, podsuwali nam pod nos kultowy, niebieski numer „Literatury na Świecie” z nadrukiem biletu The Museum of Modern Art w Nowym Jorku. Czytywaliśmy więc tak jak oni autorów szkoły nowojorskiej: Franka O’Harę i Johna Ashbery’ego, Kennetha Kocha w przekładach między innymi Piotra Sommera i Bohdana Zadury, kartkowaliśmy waybook’i legendarnego już wtedy poety, Jacka Podsiadły i poetyckie szturmówki Marcina Świetlickiego, a nawet powtarzaliśmy sobie Flupy z pizdy, teksty banalistów i pomysłowe dzyndzylyndzy totartowców, ale czy na nas, sfrustrowanych indywidualistów, robiły te wybryki jakieś wrażenie?

Nie nasi byli ci barbarzyńcy i nie nasi byli ci klasycyści. Mieliśmy dość brulionowej zgrywy, byliśmy wyobraźnią ośmieloną, chcieliśmy poezji podszytej inną podszewką, poezji napiętej, wzruszającej, oczekiwaliśmy większych wyzwań i nowych wrażeń językowych. W tym właśnie czasie, w latach dziewięćdziesiątych, pojawił się Andrzej Sosnowski wraz z jego książkami Życie na Korei i Sezon na Helu, który otworzył nam poezję na nieobliczalność językową i zainspirował nową grupę poetów. Nosiliśmy w plecakach książki Miłosza Biedrzyckiego, Edwarda Pasewicza, Mariusza Grzebalskiego, Adama Wiedemanna. Sporym wzięciem cieszyły się Dzikie dzieci Krzysztofa Siwczyka, teksty Romana Honeta, Macieja Woźniaka, Bartłomieja Majzla; dziewczyny zaglądały do książek Marty Podgórnik, Agnieszki Wolny, Klary Nowakowskiej. Jeździliśmy na konkursy i festiwale do Łodzi, Płocka, Krakowa, Warszawy, Kutna zaopatrzeni w gorzką żołądkową i gorzką czekoladę, nakarmieni w podupadających barach mlecznych dobijaliśmy do najważniejszego p o r t u – najpierw do Legnicy, potem do Wrocławia i wracaliśmy z „Dziennikami Portowymi”, z czarno-białymi tomikami Biura Literackiego. A nad całym tym lirycznym majdanem czuwał nasz dobry duch, krytyk towarzyszący, Karol Maliszewski. Potem, na przełomie wieków, kiedy po kolei upadały papierowe pisma literackie, poeci zaczęli wklejać wiersze i recenzje w internecie, w Krakowie pojawiły się dwa istotne nowe magazyny studenckie: „Ha!art” i (nieco wcześniej) „Studium”, które stały się ważną trybuną debiutów poetyckich i różnych literackich inicjatyw.

Mieliśmy swoich poetów i co z tego wszystkiego zostało? Fotki Gila Gilinga, wpisy na Nieszufladzie, na Poezji Polskiej, na Rynsztoku? Nawroty czytań na Manifestacjach, błyski ze slumów w zakopconych knajpach i nocy spędzonych w hotelikach, akademikach i internatach, wspomnienia z domówek, podczas których, po uprzednich odwiedzinach sklepu monotypowego, gadaliśmy o poezji do białego rana. Zdecydowana większość oblała egzamin z przetrwania w postkomunistycznym kraju, zakładaliśmy rodziny, staraliśmy się o etaty w szkołach, domach kultury, jako copywriterzy w agencjach reklamowych. Jedni milkli na długie lata, inni, tak jak ja, wyjeżdżali za granicę. Kilkoro zmarło z przećpania lub z przepicia, dwoje, których znałam, popełniło samobójstwo. Na parnasie pozostali ci sprytniejsi i wytrwalsi, nominowani i naznaczeni nagrodami, obdarzeni potrzebną w świecie literackim élan vital. Ich wiersze są przekładane na języki, a oni sami wciąż wydają nowe książki, produkują się na poczytnych łamach lub na blogach podpiętych do bardziej chodliwych czasopism. Reszta powolutku odchodzi w niepamięć, bo historia literatury, jak napisał Kazimierz Wyka w Wyznaniach uduszonego, jest zapisem zysków i strat...